VII Ostrołęckie Spotkanie Charyzmatyczne

Szczęść Boże,
Jestem w Odnowie w Duchu Świętym od dwóch i pół roku. Na Spotkaniu Charyzmatycznym w Ostrołęce byłam po raz trzeci.

Podczas tegorocznego VII Spotkania Ostrołęckiego, tuż po modlitwie uwielbienia Pana Jezusa i prośbie o dary Ducha Świętego (za siebie nawzajem) otrzymałam pokój serca i wewnętrzne przekonanie, że CHRYSTUS chce mi pokazać ludzi nadużywających i i uzależnionych od alkoholu. Jezus ukazał mi, że oni wszyscy są Jego dziećmi zaniedbanymi, opuszczonymi i zagubionymi, którym jest potrzebna modlitwa, moja modlitwa, w ich konkretnych intencjach. Wskazał mi, że nie wolno przejść obojętnie obok żadnego z nich, nie wolno odwrócić się od nich, że trzeba przyjąć ich takimi, jakimi są. CHRYSTUS pragnie, aby te Jego dzieci zostały otoczone modlitwą.

Chwała Panu!

Teresa ze wspólnoty Winnica przy Parafii Św. Kazimierza Królewicza

Świadectwo z Rekolekcji „Uzdrowienie wspomnień”

Sierpień 2009

Na rekolekcje „Uzdrowienie wspomnień” jechałam bez zbytniego przekonania, iż są mi potrzebne. Nie widziałam w swoim życiu sytuacji czy wydarzeń, które potrzebowałyby jakichś specjalnych zabiegów, aby uznać je za uzdrowione. Traktowałam te rekolekcje raczej jako niezbędny etap przed uczestnictwem w kolejnych.

Jakież było moje zdumienie, gdy z każdym kolejnym dniem odkrywałam (Pan Bóg mi pokazywał), ile wydarzeń mego życia potrzebuje uleczenia. Stopniowo Pan Bóg pomagał zajrzeć w przeszłość i zmierzyć się z tym, co było trudne, bolesne, czego skutki noszę do dziś. Nie było to łatwe ani przyjemne, ale konieczne, aby móc dalej żyć bez obciążenia przeszłością.

Kiedy już sobie uświadomiłam, które wspomnienia potrzebują uzdrowienia, Pan Bóg rozpoczął swoją terapię. A przeprowadził ją w sposób najdelikatniejszy z możliwych. Po prostu na to wszystko, co było złe i bolesne, wylał całe morze swojej miłości. To było przepiękne! Już nie ma tego, co mnie zraniło, co sprawiało, że czasami miałam poczucie straconego, zmarnowanego życia. Jako fakt to, oczywiście, istnieje – Pan Bóg tego nie wymazał ani nie spowodował luk w mojej pamięci. To się zdarzyło, pamiętam o tym, ale wspomnienie już nie boli, nie jest raną, która krwawi przy każdym dotknięciu. Pan Bóg sprawił, że mogę o tym myśleć, a nawet mówić, bez bólu w sercu. Teraz jest tak dobrze.

Czuję się, jakby czas cofnął się o … wiele lat, jakbym zaczynała życie od momentu, zanim zostałam zraniona. To jest takie piękne! Tak mi lekko! Pan Bóg zdjął ciężar z mego serca, uwolnił od bolesnych wspomnień. Natchnął mnie radością i ufnością. Teraz z uśmiechem patrzę w przyszłość. A moje serce jest pełne miłości i wdzięczności.

Panie, dziękuję za wszystko, czego dokonałeś we mnie podczas tych rekolekcji!

Maria

Świadectwo z Rekolekcji „Żyć Uwielbieniem”

Lipiec 2009

W pierwszej wersji planowałem wyjazd na rekolekcje „Pojednanie z przeszłością” jednak zostały one odwołane. Trochę rozeźlony na sytuację postanowiłem więc, że nie pojadę na żadne. Jednocześnie przeżywałem trudny czas w relacji do Jezusa, samego siebie i innych ludzi. Ostatecznie – na nie cały tydzień przed rozpoczęciem – zdecydowałem się pojechać na „Żyć uwielbieniem”. Przestępując próg domu w Surażu w moim sercu było pragnienie skierowane do Jezusa, aby mnie zaskoczył – powiedział coś nowego o sobie, o mnie i mojej sytuacji. I rzeczywiście te rekolekcje były dla mnie ciągiem niespodzianek. Jedną z tych niespodzianek było odkrycie, że w mojej przeszłości jest pewien etap życia, w którym nie widzę Boga, nie dostrzegam Jego obecności i opieki. Odkrycie to uświadomiło mi, że skoro nie widzę tam Boga, nie mogę Go w pełni uwielbić w moim życiu. Chciałbym Go tam odnaleźć.Kolejną rzeczywistością, którą dane mi było odkryć, to doświadczenie bycia wysłuchanym przez Jezusa. Wysłuchanym całkowicie z moimi narzekaniami, problemami, trudnościami. Piszę o tym, ponieważ przed przyjazdem na rekolekcje miałem poczucie, że Jezus mnie nie słucha a ja nie potrafię już z Nim rozmawiać. Owocem jest także umocnienie do wytrwania przy Bogu i pogłębienie potrzeby uwielbienia Go, zwłaszcza w sytuacjach niepowodzeń, trudności i moich własnych upadków.

Na koniec chciałbym podziękować Panu Jezusowi za łaskę bycia na rekolekcjach „Żyć uwielbieniem” i uwielbić Go w osobach prowadzących. Chwała Panu!

Mariusz „Nowy Izrael”

Świadectwo Basi z Rekolekcji Eucharystycznych

Lipiec 2009

Na początku lipca uczestniczyłam w Rekolekcjach Eucharystycznych w Surażu. Kolejny raz Pan Jezus mnie uszczęśliwił, umocnił moją wiarę i ufność w Bożą opiekę. Gdy odnalazłam w swoim życiu drogę do Boga i zasmakowałam szczęścia i radości niesamowitej – Bożej, wkradł się do mnie niepokój, że mogłabym niezauważalnie zboczyć z tej drogi. Ale PAN JEZUS czuwał i właśnie na tych rekolekcjach podczas wystawienia Przenajświętszego Sakramentu Pan Jezus powiedział ” Nie bój się, JA jestem z tobą ”. Moje serce tak mocno, mocno zabiło w mojej piersi tak jakby moje serce było zanurzone w Jego Sercu i wspólnie biło. Już się nie boję, bo Pan Jezus jest zawsze ze mną i będzie mi pomagał i wspierał w moim życiu. W kolejnym dniu rekolekcji dotarło do mnie, że mam cieszyć się ze swoich słabości. PAN JEZUS udzielił mi tej łaski i się cieszę. Zaakceptowałam siebie taką, jaką jestem. Nigdy nie będę doskonała, bo tylko BÓG jest DOSKONAŁY, a ja mam dążyć do świętości przez całe moje życie z pomocą łaski Bożej. Chwała Panu.

Basia ze wspólnoty „Jeruzalem Nowe”

Świadectwo Doroty z Rekolekcji Eucharystycznych

Lipiec 2009

Mam 44 lata, od ponad trzech lat znowu jestem szczęśliwą żoną, matką i babcią, dzięki łasce Jezusa Chrystusa. Jezus, mój Pan i Zbawiciel, zaproponował mi wakacje w Jego towarzystwie. Odpowiedziałam Mu: „tak” i skorzystałam z Rekolekcji Eucharystycznych. Nie zawiodłam się!

Chcę zaświadczyć, jak świadomie i głęboko odczułam obecność Jezusa Chrystusa w Eucharystii. Od pierwszego dnia rekolekcji Jezus, mój Pan, przygotowywał moje serce na wylanie swojej łaski, którą mi okazał w przedostatnim dniu na Mszy świętej. Po raz pierwszy w życiu w czasie Eucharystii, kiedy spożyłam Ciało i Krew Pana naszego Jezusa Chrystusa, doświadczyłam ogromnej Jego obecności we mnie, bliskości, jedności i przeogromnej miłości – słowa nie oddadzą tego, co czułam. Z moich oczu płynęły gorące łzy uwielbienia dla Jezusa Chrystusa, mojego Pana. Wielbiłam Jezusa pieśnią: „Tobie chór aniołów śpiewa nową pieśń, Chwała Barankowi…, Alleluja, Alleluja, Chwała i cześć…”

Wielkie rzeczy uczynił mi Pan! Bądź uwielbiony Panie, bo Ty jesteś wielki i wspaniały!

Dorota

Świadectwo Cecylii

Urodziłam się z rozszczepem wargi i podniebienia. Jestem po wielu operacjach, które poprawiły mi mowę i wygląd. Z powodu wymienionych okoliczności od wielu lat, może od ponad 28 lat, męczyły mnie często infekcje górnych dróg oddechowych. Nie mogłam ruszać się nigdzie bez chusteczek, zużywałam je w wielkich ilościach. Bardzo mnie to męczyło. Osobom będącym obok przeszkadzało, że muszę dmuchać w trakcie jedzenia lub kiedy jest cisza i spokój. Proszono, bym wychodziła, jeśli chcę wydmuchać nos, odpowiadałam, że w takim układzie mało bym była w danym pomieszczeniu, gdyż bardzo często to muszę robić. Nie umiałam przewidzieć, kiedy to muszę zrobić. Bardzo mnie ta sytuacja męczyła w sercu, gdyż podczas jedzenia dmuchałam jedzenie, które z buzi przechodziło do nosa. O tym nikomu nie mówiłam, że w sercu płaczę, ile to daje upokorzenia dla mnie i czuję się gorsza, bo nie mogę rezygnować z dmuchania w chusteczki. Płakałam do Jezusa wiele razy, by mi to zabrał, bo już nie daję rady. Apogeum narosło w ostatnich kilku weekendach, gdy zwalało mnie przeziębienie i ropą dmuchałam w wielkich ilościach. Martwiło mnie to bardzo, że mogę pracować w tygodniu, a w weekendy choruję. W czasie weekendów leżałam, by wygrzać się i wykurować, by być zdatną do pracy w kolejnym tygodniu. Infekcje dodatkowo powodowały duże i częste bóle głowy. Miałam problem z koncentracja, skupieniem, popełniałam błędy w pracy. Będąc na umowie próbnej, płakałam do Jezusa, że boję się, iż nie przedłużą mi umowy. W poprzedniej pracy ciągle czułam zagrożenie, że zostanę zwolniona. Nie miałam też dystansu do tego wszystkiego, co mnie spotykało, raniło mnie wiele zachowań ludzi, ich słowa. Na rożne sposoby próbowałam zabiegać, udowadniać, że jestem wartościowa. Szukałam miłości, pocieszenia, lecz tego nie dostawałam w takiej formie jakiej chciałam.

Gdy moja przyjaciółka zaproponowała mi wyjazd do Warszawy na spotkanie z O. Johnem zaoponowałam, że nie mam kasy i sił, by jechać. Ona nie ustępowała. Zaczęłam się modlić do św. Anny o opiekę i byśmy mogły tam dojechać. Przeszłyśmy wiele trudności, ale dojechaliśmy do Parafii Bł. Władysława z Gielniowa. Załapałam się na wcześniejszą Mszę, którą ofiarowałam za solenizantki czyli Anny. Mszę świętą z O. Johnem ofiarowałam za wszystkich, których Bóg postawił na mojej drodze, prosząc o uzdrowienie ich całych i ich życia. Pamiętałam też o sobie. Po raz pierwszy całą sobą uwielbiałam Boga w uzdrowieniach, o których mówił o. John. Błagałam: Boże pomóż mi, bo już nie daję rady z tym wszystkim, czego doświadczam. Wyszłam po Mszy pełna pokoju w sercu. Po powrocie do domu nie czułam za mocno zmian, jedynie to, że mało zużyłam chusteczek. Mówiłam sobie, że było ciepło. Gdy rano w niedzielę wstałam, poczułam dziwnie delikatne obie strony nosa – miejsce zatok szczękowych. Myślę, spokojnie może to euforia. W tym miejscu prawie zawsze czułam ciężar z powodu nieustannych infekcji, teraz lekkość. Z upływem dnia, gdy zjadłam obiad, przyjaciółka do mnie powiedziała, że nie używałam wcale chusteczek. Na koniec dnia zrozumiałam, że mam niewidoczną błonę na podniebieniu, która nie pozwala przedostawać się jedzeniu do nosa. W pracy w kolejnych dniach zużywałam po 3 chusteczki, a wcześniej po 25 sztuk lub więcej. Kolejna łaska, której doświadczyłam po kilku dniach, zauważyłam, że nie boli mnie juz samotność, nie zależy mi już tak mocno na tym, by ktoś mnie pokochał. Wcześniej płakałam, że żaden mężczyzna wartościowy nie chce podjąć trudu poznania mnie, nie chce spędzać ze mną czasu. Jezus zesłał mi pocieszenie w sercu, że On mnie kocha bezwarunkowo, mimo, że nieraz go zawiodłam. Pan Bóg przemówił do mnie „że jestem potrzebna osobom niepełnosprawnym”. Mam obecnie pod opieką ok. 200 osób. Staram się dawać im wiele miłości. Serce mam otwarte dla nich.

Chęć świadczenia i należenia do Jezusa to zwycięstwo Twoje Jezu. Za wszystko chwała Ci. Jezus żyje, Alleluja!!

Dziękuję za poświęcenie czasu na przeczytanie świadectwa. Chwała Bogu za Jego wielkie Miłosierdzie.
Pozdrawiam. Z darem modlitwy.

Cecylia z Białegostoku

Świadectwo po Mszy świętej o Uzdrowienie w Warszawie 26 lipca 2008 r., której przewodniczył O. John Bashobora

Odczuwam spokój

Odnowa w moim życiu pozwoliła mi poznać Jezusa, który bardzo mnie kocha, jest moim Panem, wszędzie jest ze mną, jest moją Miłością, Drogą, Prawdą i Życiem.
Kiedy nie należałam do Odnowy moje życie przepełnione było myślami mrocznymi, ciemnymi i smutnymi. Zawsze mówiłam, że Boga nie ma, bo nie wysłuchuje moich próśb. Do innych osób odnosiłam się bardzo źle, byłam bardzo nieprzyjemna.
Pojechałam na rekolekcje do Zamościa, które trwały 5 dni. Po powrocie skierowano mnie do Domu Pomocy Społecznej do Przytocka, gdzie opiekowałam się dziećmi niepełnosprawnymi. Mój pobyt tam trwał zaledwie rok. Musiałam wrócić z powodu ciężkiej choroby.
I znowu zaczęłam narzekać na Pana Boga. Dręczona byłam myślami o samobójstwie. Przyszedł moment, gdy usłyszałam w kościele, że będzie założona grupa Odnowy. Wstąpiłam do niej. Byłam też na rekolekcjach w Suchowoli. Na rekolekcjach odczułam uzdrawiającą moc Jezusa w Sakramencie Pojednania, poprzez modlitwę osobistą. Pan dotknął mnie. Nastąpiła poprawa mojego wzroku, poprawa stanu prawej piersi, uzdrowiony został mój staw skokowy prawej nogi (trzykrotne zwichnięcie). Zaczęłam odczuwać spokój w sobie – przestałam brać tabletki na uspokojenie. Zostałam uwolniona od ciemnych myśli. Do innych osób podchodzę z uśmiechem.
Pan Bóg przemówił do mnie, „że jestem potrzebna osobom niepełnosprawnym”. Mam obecnie pod opieką ok. 200 osób. Tam czuję, że podchodzę do nich z wielką miłością, serce mam otwarte dla nich.
Chęć świadczenia i należenia do Jezusa to zwycięstwo Twoje, Jezu. Za wszystko chwała Ci. Jezus żyje, Alleluja!!!

Halina ze wspólnoty „Jezus” z Białej Piskiej

Przeżyć Boga w swoim życiu

Spotkać się z Bogiem, to spotkać się z miłością. Każde spotkanie jest zaskakujące, bo jest to spotkanie z nieoczekiwaną miłością. Taką miłość przeżyłem na rekolekcjach dla animatorów w Białymstoku. Pojechałem tam z nastawieniem, że będzie to praktyczne szkolenie. Uważałem, że jestem na tyle nawrócony i tak blisko stoję Pana, że aż się tym pyszniłem. Już wcześniej Pan uczył mnie pokory, odsuwając od spraw ważnych. Chciałem być w gronie odpowiedzialnych. On mnie odsunął, mówiąc: To nie jest miejsce, gdzie chcę ciebie widzieć. Zrodził się we mnie bunt: Dlaczego? Przecież mam dla siebie wspaniały plan. Plan doskonałego animatora, ewangelizacji, pomagania ludziom, zmieniania świata – a Ty Panie nie chcesz mi pomóc? Dlaczego? Pełen wyrzutów w kierunku Boga, stawiałem pytania. Pojechałem na rekolekcje, bo nie chciałem pozostać w tyle. W Odnowie już jestem od 13 lat, sądziłem, że jestem przecudownym materiałem na animatora.

Właśnie na tych rekolekcjach stanąłem przed Panem, stanąłem przed prawdą o sobie, przed miłością. Pan przytulił mnie ponownie i nazwał po imieniu miejsca chore, nazwał mój grzech. Pokazał mi najbardziej ukrywany strach przed pokorą. Już pierwszego dnia odczułem, że Pan chce mnie uzdrowić, ale nie spodziewałem się, że ta kuracje będzie tak wstrząsowa, bolesna i odkrywająca moje całe ja. Pan pokazał mi, że jeszcze się do Niego nie nawróciłem. Pokazał mi jakim byłem dobrym aktorem, grającym rolę chrześcijanina. Pokazał mi chorobę, której nie widziałem, a raczej nie chciałem zobaczyć. Pokazał mi, że nie żyję na ziemi, lecz w chmurach, w marzeniach, wyobcowany. Powiedział, że chce mnie zbawić w codzienności mojego życia, tu na ziemi, w rzeczywistości, jaka ona jest. Powiedział, że nie jestem przecudownym materiałem na animatora, że nie jestem apostołem, że mam takie wady, taki wygląd, że nie jestem wychwalany i nie stoję na piedestale. Taką rzeczywistość zaplanował mi Pan i jest to dla mnie błogosławieństwem. Ukazał mi drogę, na której chce mnie widzieć: cichym, pokornym, łagodnym. Ukazał mi to przez Maryję, przez jej życie. Takie życie mam nadzieję wypełnić, bo tu w rzeczywistości spotykam Pana, spotykam Boga, spotykam Miłość.

Zbyszek z Łomży

Powiedzieć „Tak”

Kilkunastodniowy okres przed wyjazdem do Tryczówki dzisiaj nazwałbym pozorną chęcią bycia z Bogiem. Pozorną chęć w moim przypadku oznaczała nie do końca szczera lub też zablokowana relacja z otaczającą rzeczywistością i jej Stwórcą. Definiując wprost, nie umiałem akceptować niektórych sytuacji w moim życiu, a co za tym idzie i siebie samego. Był to dla mnie trudny okres. Trudny nie oznacza stracony, gdyż Bóg właśnie w tym czasie upomniał się o mnie, a skutkiem tego ciągłego wołania był wyjazd do Tryczówki.

Już od pierwszych chwil pobytu, stopniowo z coraz większym nasileniem zaczęła wzrastać we mnie wielka radość, radość z bycia z siostrami, braćmi i Bogiem. Jednakże momentem kulminacyjnym tego wyjazdu była dla mnie modlitwa wieczorna prowadzona nota bene przez Ducha Świętego za pośrednictwem Agaty. Wtedy to usłyszałem głos Boży, który mówił, abym wstał i zrobił pierwszy krok na drodze, której Panem jest Jezus. Chwilę później uczyniłem gest, gest chęci kroczenia u boku Boga, nie zważając na wszystkie dotychczasowe wymówki, które mnie zamykały. W sercu zapanowała wielka radość, wielki pokój i to wszystko, co niesie ze sobą miłość Boga.

Gdybym miał streścić ten wyjazd w jednym zdaniu powiedziałbym tak: „Aby kochać innych, najpierw pozwól kochać się Bogu takim, jakim jesteś”.

Aby kroczyć z Jezusem, wystarczy powiedzieć TAK i zrobić pierwszy krok. Chwała Panu.

Adam