Rekolekcje wakacyjne 2021

Bóg potrafi zaskoczyć

Mam na imię Iwona i skorzystałam z łaski przeżycia kursu Mojżesz. Rozważając przed wakacjami z których rekolekcji skorzystać, brałam pod uwagę właśnie kurs Mojżesz i jeszcze jedne, które, jak uważałam, są bardziej na ten czas potrzebne i tamte wybrałam… Ale Pan Bóg wie, kiedy i jak się zatroszczyć: trudno jest być w dwóch miejscach naraz, więc się zatroszczył i otrzymałam ponowne zaproszenie od swego lidera na kurs Mojżesz. Czas, jaki wybrał na to był bardzo odpowiedni, bo przeżywałam swoistą pustynię. Miotana wewnętrznym strapieniem pojechałam do Suraża. Na rekolekcjach był czas wyciszenia, czas wsłuchania się w siebie, w to co Bóg mówi do mnie. Poznając życie Mojżesza, stawał mi się bardziej bliski i czasem wydawało się jakby to o mnie była ta historia. Niesamowita moc Boga, niesamowite Jego prowadzenie i to, że Wielki Bóg jest przyjacielem człowieka. Niby tak daleki a jednocześnie tak bardzo bliski! Bóg pokazał mi moją słabość i to, że kocha mnie właśnie taką, jaką jestem: ułomną, z błędami i  z wadami . Pokazał, że pomimo tego, zawsze jest tuż obok mnie. Nie zawsze prawdziwe jest to co się wydaje: jak postrzegają mnie inni, czy jestem dostatecznie dobra we wszystkim. Zobaczyłam jak krytyczna byłam względem siebie. Mieliśmy czas by stanąć w prawdzie o sobie samym. Tylko 40 godzin ale jakże dynamicznych i skutecznych. Otrzymałam potwierdzenie, że warto być dla innych, służyć i pomagać. Bardziej udzielać się we wspólnocie, wspomagać swojego lidera. Kurs Mojżesz to niezwykły czas, który wywarł trwały ślad w moim życiu, ukazując wielką miłość Boga względem mnie. Chwała Panu

 

Mogę być słaby

Szczęść Boże. Mam na imię Adam. Od prawie pięciu lat jestem w Odnowie.

Ostatni czas w moim życiu był trudny bo zajęć dużo i trzeba wiele tematów jakoś poukładać, ale na kurs Mojżesz przyjechałem chętnie, z ciekawością co tym razem przygotował mi Pan.

Nie będę opisywał przebiegu kursu, a jedynie to, co się we mnie pod jego wpływem zmieniło.

Śmiało mogę powiedzieć ze ja sprzed kursu i po, to dwie całkiem różne osoby. Jeśli miałbym bardzo obrazowo to opisać to zmiany, jakie we mnie zaszły to tak jakbym przeszedł REO drugiego poziomu tylko tym razem przyjmując w pełni świadomie to co mi Pan przygotował i do czego mnie powołuje.

Jeszcze przed kursem prosiłem „Jezu, pokaż mi, co chcesz abym zmienił w swoim życiu”. Oczywiście odpowiedzi otrzymałem, ale uznałem, że to nie do mnie, „bo do mnie Panie to trzeba mówić prosto”.

I w trakcie konferencji i wspólnych świadectw otrzymałem w sposób jednoznaczny słowa, które wiem, że były do mnie i nie pozostawiały żadnych wątpliwości. I nie mogłem już dalej siebie oszukiwać. Pan wyraźnie pokazał mi gdzie są moje zniewolenia i dał mi pewność, że pomoże mi się zmienić.

Ostatnio starałem się być jak najbardziej idealny, aby moja modlitwa, moje uwielbienie to były: „no po prostu nic dodać nic ująć”. I właśnie w trakcje wspólnej adoracji Przenajświętszego Sakramentu, gdy tak bardzo się starałem. aby to moje uwielbienie było takie „naj naj”, usłyszałem myśl: „ co robisz?” odpowiedziałem uwielbiam i usłyszałem: „kogo?” I zrozumiałem, że ja tak bardzo się starałem, tak pragnąłem być idealny, tak pragnąłem tych poruszeń serca, że to stało się treścią mojej adoracji. I powiedziałem „Panie zabierz to wszystko, ja tylko dla Ciebie chcę być i przy Tobie trwać, dla Ciebie samego”. I tam też zrozumiałem, że mogę być słaby, bo takim mną chce się posługiwać Pan. Choć jestem słaby i niedoskonały to jeśli tylko zapraszam Ducha Świętego to On przychodzi i sobą wypełnia moją nędzę i pomoże mi iść tam gdzie mnie pośle i czynić, to do czego nie jestem uzdolniony: bo Bóg jest ze mną. Czyż mam się czegoś lękać?

To właśnie tam zrozumiałem jak bardzo siebie zakłamywałem mówiąc „ Panie ufam Tobie”, ufam, że Ty się mną zaopiekujesz. Ale w rzeczywistości miałem plan A, B i C – tak na wszelki wypadek, ale to przecież żadnego związku nie ma. „Panie ufam Tobie” – to czasem można z przekąsem powiedzieć „żadne zaufanie”.

Ale już nie, już tak nie chcę, już nie planuję, już wiem, że to wszystko na nic, że tylko Ty Jezu jesteś moją tarczą i zbroją, tylko Ty pragniesz mego szczęścia, tylko na Tobie się nigdy nie zawiodłem. Tylko na Tobie chcę budować swoje życie i wiem, że Duch Święty mnie poprowadzi tam, gdzie chce i nie zabraknie mi Jego łaski.

I jeśli zastanawiasz się, czy warto wziąć udział w kursie Mojżesz, czy warto wyruszyć na głębię, to pomyśl, co dla ciebie uczyni Bóg, jeśli tylko powiesz „tak”.

Więc nie wahaj się, bo twoje „tak” to będzie jedna z lepszych decyzji w twoim życiu. W moim jest.

 

Jak ja w ogóle mogłam myśleć, że jestem niegodna?

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Ostatni czas nie był dla mnie szczególnie dobry. Do mojego serca zakradły się wątpliwości, które zaczęły się panoszyć. Nie czułam się godna, żeby świadczyć o miłości Bożej, bo nie do końca czułam się wierna.

Na kurs Mojżesz przyjechałam w strapieniu. Lecz z każdą chwilą moje serce coraz bardziej rozpalało się do Boga. Wśród głoszonego Słowa Bożego, katechez, modlitw, spotkań z drugim człowiekiem i doświadczeniu obecności Pana Jezusa w drugim człowieku, Pan wypełnił mnie swoją łaską i rozpalił moje serce na nowo. Wyjechałam pocieszona, przepełniona miłością Boga i szczęśliwa.

Próbuję podsumować, co się wydarzyło, bo w moim świecie, który zostawiłam na 40 godzin, nie zmieniło się nic. Myślę również, że Pan Bóg kochał mnie tak samo przed tym kursem, jak i podczas jego trwania. Coś zmieniło się we mnie. Stwierdziłam, że w moje dotychczasowe życie duchowe wkradła się rutyna. A teraz moje serce na nowo tak bardzo zapragnęło Boga. Otworzyłam się na miłość i na łaskę, którą Pan Bóg obdarza mnie nieustannie, a którą jestem w stanie przyjąć według mojej wiary. Doświadczyłam, że historia Mojżesza dzieje się tu i teraz, że Bóg wyprowadza mnie z niewoli, codziennie obdarza łaskami na dany dzień i karmi do syta. Uzdrawiająca miłość Pana wlała się do mojego serca. Jak ja w ogóle mogłam myśleć, że jestem jej niegodna? Panie, proszę, przymnażaj mi wiary. Nie chcę i nie potrafię bez Ciebie żyć. Amen.

Bóg jak zawsze dał mi więcej niż prosiłam

Kurs Mojżesz – Kiedy Pan Bóg zaprosił mnie na Kurs, od razu chciałam przyjechać. Chciałam się wyciszyć, odetchnąć i naładować swoje baterie. Bóg jak zawsze dał mi więcej niż prosiłam. Poruszył moje serce, pozwolił poznać pragnienia głęboko skrywane. Wlał w moje serce radość bycia Jego własnością, pewność zaopiekowania. Czas, który z Nim spędziłam dał mi głęboki oddech. Poukładał i porozwiązywał sprawy tak, jak tylko On potrafi. Chwała Panu! Katarzyna

 

Świadectwo Kasi

Mam na imię Katarzyna. W Odnowie w Duchu Świętym jestem od kilku lat. Na kurs Mojżesz pojechałam bardziej towarzysko, niczego szczególnego nie oczekując. Po prostu cieszyłam się na chwilę oddechu i czas spędzony z osobami ze wspólnoty i z Odnowy.

Dynamika kursu trochę zweryfikowała moje plany. Pan Bóg zapraszał na tym kursie do konkretnej drogi z Nim prowadząc mnie za rękę krok po kroku: czy to przez treści konferencji, czy wspólnej spontanicznej modlitwy, którą w ten weekend odkryłam na nowo. Kiedy mogłam do Niego mówić, ale też i słuchać. Nigdzie się nie spiesząc i trwając wspólnie z innymi.

Poznając postać Mojżesza poznałam bardziej siebie i doświadczyłam, że Pan Bóg zna i kocha mnie z całą moją słabością. I zaprasza, żebym szła i kochała w mojej codzienności tak jak On, nie skupiając się na swojej niemocy, tylko na Jego sile i obecności, czy to w słowie, czy w sakramentach.

Jakiś czas temu, zadano mi pytanie o to, gdzie jest moje serce. Nie bardzo rozumiałam skąd takie pytanie i do czego ma mnie ono doprowadzić. Czas kursu pokazał mi rangę ważności tego pytania. Żebym mogła iść w pełnej wolności za Jezusem, ważne jest w jakiej kondycji i gdzie jest moje serce. Teraz już myślę, że wiem i ta świadomość daje mi dużą siłę i radość do pójścia tą drogą, na którą zaprasza mnie Bóg.

Świadectwo Agnieszki

Kochani. Mam na imię Agnieszka i od 8 lat jestem w Odnowie w Duchu Świętym, a od 3 lat pełnię funkcję lidera.

Pragnę podzielić się z wami tym, czego doświadczyłam podczas rekolekcji kursu Mojżesz. Nie opiszę w jaki sposób były prowadzone rekolekcję, bo bardzo bym chciała, aby każdy z was osobiście mógł tego doświadczyć, biorąc w nich udział.

Bóg lubi zaskakiwać!

Zacznę od tego, że nie chciałam jechać na te rekolekcje. Przez ostatnie parę miesięcy nadmiar pracy, problemy zdrowotne i aktywne działanie we wspólnocie tak mnie przytłoczyło ,że nawet myślałam, aby zrezygnować ze służby lidera. Do Suraża pojechałam w strapieniu i niepewności co dalej…

Bóg miał swój plan.!!!

Na rekolekcjach była możliwość wyciszenia, zatrzymania… i wsłuchania się w siebie i w to co Bóg chce przekazać. Poznawaliśmy życie Mojżesza i jego relacje z Bogiem. Krok po kroku… Niesamowite! Mojżesz stał mi się tak bliski. Sposób w jaki Bóg go prowadził był pomocą na to co teraz dzieje się w moim życiu. Inaczej spojrzałam na siebie i swoją służbę jako lider wspólnoty. Zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo liczyłam na własne siły. To, jak byłam odbierana przez innych, było dla mnie wyznacznikiem jak sobie radzę i czy się nadaję.

Wróciłam z rekolekcji ze świadomością , że chcę pogłębić relacje z Bogiem. Stanąć przed Nim w prawdzie w takiej kondycji jakiej jestem w danej chwili i otworzyć się na Jego działanie. To w Jego mocy jest moja siła. Niech się spełni plan jaki jest mi przeznaczony i choć będzie trudno to chcę wytrwać przy Bogu i na ten czas prowadzenia wspólnoty, tak jak Mojżesz pomagać innym dojść do „Ziemi Obiecanej”.

Chwała Panu !

 

Świadectwo Ani

Przyjechałam do Suraża w strapieniu. Czułam się zmęczona wieloma przykrymi sprawami, może też wypalona liderowaniem. Miałam wiele wątpliwości i pytań do Pana Boga. I piątek nie był łatwy. Stanęłam w prawdzie o sobie, ujrzałam swój Egipt. Siedzę w niewoli po uszy. Ale nie ma większej radości, gdy odkrywam swoją grzeszność, patrząc w umiłowane oczy Boga. Wiedziałam, że Pan, przeprowadzi mnie przez Morze Czerwone i pokona wrogów. A potem pustynia. „Dlatego chcę ją przynęcić, na pustynię ją wyprowadzić i mówić jej do serca.” Oz 2,16 Pustynia była mi wyjątkowo potrzebna, aby w chaosie i natłoku myśli usłyszeć głos Boga. Podziwiałam postać Mojżesza,  jak prowadził naród wybrany. A Izrael – ciągłe szemranie i niezadowolenie. A czyż to nie moja rzeczywistość? Mojżesz to człowiekiem modlitwy. Na weekendzie jej nie brakowało. Mieliśmy tylko 40 godzin, ale wszystko było modlitwą. W niedzielę w czasie liturgii Słowa, podczas Mszy Świętej, Pan powiedział mi wprost „Wystarczy ci Mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali” 2 Kor 12, 9b, Jakże znane Słowa z sytuacji kryzysowych w moim życiu. A potem w czasie uwielbienia, zostałam, dosłownie wykąpana w Bożej Miłości, zanurzona w żar Miłości Miłosiernej, która nie spala, ale wyzwala. Trochę jak z krzewem gorejącym. Podczas pobytu na „Kursie Mojżesz”, Pan umacniał mnie poprzez obrazy przeżytych rekolekcji, weekendów i służby w domu rekolekcyjnym. Tyle lat, od pierwszego decydującego wejścia do tego miejsca, które wymagało generalnego remontu. I tylu wspaniałych ludzi nagle przypomniałam. Razem dzieliliśmy trud apostolski. I nawet chwile  bolesne tu przeżyte, jaśniały przebaczeniem i były po coś. Od pewnego czasu zupełnie nie umiałam się cieszyć się ze swoich osiągnieć, sukcesów czy darów otrzymanych od Boga. W rozmowach z siostrami, Pan pokazał, jak bardzo mnie kocha, i jak ważne jest to, co robię. Otrzymywałam potwierdzenie, że warto być dla innych: organizując pielgrzymki, rekolekcje w swojej Parafii, służyć jako animator i lider. Pan zaskakiwał mnie i uprzedzał nawet w drobnych czynnościach, dawał odpowiedzi. Niezwykły czas łaski, działania Bożego.

„Przez wszystko przemawiałeś do mnie Panie,

Przez ciemność burzy, grom i przez świtanie,

Przez przyjacielską dłoń” Cyprian Kamil Norwid.

Wróciłam szczęśliwa, pełna zapału do dalszej pracy na niwie Pana.

 

Świadectwo Marty

Kochani mam na imię Marta. Na rekolekcje „Kurs Mojżesz” przyjechałam niczego nie oczekując i na nic nie byłam nastawiona. Wpadłam na nie z rozpędu życia codziennego zmęczona otaczająca mnie rzeczywistością i szybko uciekającym czasem. Potrzebowałam ciszy i wewnętrznego spokoju. I tak naprawdę to otrzymałam. Podczas nich uświadomiłam sobie że Pan Bóg kocha we mnie to co słabe i niedoskonałe. I nie muszę być „herosem”, żeby odpowiedzieć na zaproszenie Pana. Mogę być niedojrzała i ułomna a Bóg poprowadzi mnie i umocni we właściwym momencie.

Na tych rekolekcjach też wydarzyło się dla mnie coś co miało ogromne znaczenie, czego w ogóle się nie spodziewałam i co umocniło moją osobistą relacje z Panem Bogiem. Mogłam mu opowiedzieć
o swoich uczuciach…

Pobyt na rekolekcjach  uświadomił mi też jak bardzo potrzebowałam tego czasu modlitwy w Surażu, Eucharystii w tym miejscu i kontaktu z innymi ludźmi. Niestety nawet najpiękniejsze spotkania on-line nie zastąpią tego. Jestem bardzo wdzięczna Panu Bogu, że mogłam tu przyjechać i spędzić z nim czas. Chwała Panu!

 

Świadectwo Alicji  

Od 9 lat należę do Wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym. Od przyjęcia Chrztu w Duchu Świętym, doświadczam ciągłej obecności Bożej w moim życiu, otrzymuję wiele łask od Miłosiernego Jezusa.

Miniony rok, myślę, że nie tylko dla mnie był bardzo trudny ze względu na pandemię, ograniczenia kontaktów z bliskimi itp. Jakże się ucieszyłam, gdy moja liderka zaproponowała mi uczestnictwo w weekendzie wakacyjnym Kurs Mojżesz. Jechałam do Suraża z nadzieją, że jak zwykle w naszym domu rekolekcyjnym odpocznę od codzienności i nabiorę sił do pracy… Przyjechałam z bagażem wielu spraw trudnych w moim życiu, chciałam to wszystko oddać Jezusowi, prosić, aby „to ON  się tym zajął”.

Jak zwykle…Bóg daje mi więcej niż mogę to sobie wyobrazić… Czterdzieści godzin trwania przy Jezusie na pustyni, gdzie na Eucharystii, Adoracji i konferencjach-nauczaniu, wylewały się na mnie zdroje łask. Doświadczyłam prawdziwego spotkania z Bogiem łaskawym, pełnym Miłosierdzia. Przed Najświętszym Sakramentem prosiłam Jezusa, aby wyprowadził mnie i mojego męża z niewoli trudnych spraw zawodowych, abyśmy potrafili rozpoznawać Wolę Bożą w naszym życiu.

Już w niedzielę, na Eucharystii poczułam się wolna i umocniona. Poczułam niesamowity pokój serca. Ten pokój trwa we mnie do dzisiaj, codziennie śpiewam Jezusowi Hymn Uwielbienia, a w uszach dźwięczą słowa: „jak Wielki jest Bóg…jak wielki jest Bóg…jak wielki jest NASZ BÓG”.

Po powrocie do domu, opowiedziałam mężowi (tyle ile mogłam) o niezwykłym przeżyciu 40-godzinnych rekolekcji. Przyjął moje wyznanie bez entuzjazmu…i poszliśmy na Mszę Św. o 17-ej, bo zawsze razem w niedzielę chodzimy do kościoła. We wtorek wszystkie nasze trudne sprawy firmowe zostały rozwiązane… Wierzymy, że  tylko mocą Bożą mogły być rozwiązane…Wielki jest Bóg! Niech Wola Boża zawsze wypełnia się w naszym życiu. Chcę Panie Jezu zawsze ufać tak, jak ufał Tobie Mojżesz.

Białystok, 13.07. 2021

 

Świadectwo Justyny

Podczas kursu Mojżesz zrozumiałam, że nie muszę być doskonała, żeby służyć Bogu. On wybiera i działa także przez słabych. Ważne, żeby mieć stałą relację z Bogiem, rozmawiać z Nim, szczerze mówić Mu o swoich uczuciach, wstawiać się za innymi. On pragnie przyjaźni z nami. Uzdalnia nas do swoich dzieł i obdarza mocą do spełnienia Jego woli. Chwała Panu za ten wspaniały czas. Justyna

 

Świadectwo Ewy

Kurs Mojżesz to dla mnie wspaniały czas osobistego spotkania z Bogiem. Historia Mojżesza nauczyła mnie zaufania i pokazała jak człowiek słaby może stać się mocnym. Doświadczyłam tam i poczułam jak bardzo jestem kochana, potrzebna i wyjątkowa i że Bóg jest ze mną w każdym momencie mojego życia. Zobaczyłam też, że tego co otrzymuję od Pana nie mogę zatrzymać dla siebie, ale mam tym się dzielić z innymi, iść do ludzi, ewangelizować. Moja wiara się wzmocniła. Ewa

 

Świadectwo Teresy

Szczęść Boże!

Na początku lipca uczestniczyłam w rekolekcjach pt. Kurs Mojżesz.

Wyjeżdżając do Suraża miałam pewne obawy jak sobie dam radę, gdyż nie jestem w pełni sprawna fizycznie. Zawierzyłam ten czas Panu Jezusowi przez ręce Maryi. I jakież było moje zdziwienie jak Bóg zatroszczył się o to wszystko w drobiazgach i uporządkował sprawy bożków – komórki i zegarka.

Czas tych rekolekcji był moim spotkaniem z Mojżeszem i Bogiem działającym cuda w życiu wybranego hebrajczyka i ciemiężonego narodu izraelskiego.

Te rekolekcje uzmysłowiły mi, że Bóg wybierając Mojżesza nie zwracał uwagi na jego słabą wymowę, ale wierne i otwarte serce. Bóg nim kierował, ponieważ on jako pokorny sługa i przyjaciel Boga, pozwolił się Bogu pokierować – zaufał Mu bez reszty i dzięki temu Bóg mógł zdziałać wielkie rzeczy. Bardzo ważna jest moja szczera relacja z Bogiem, mówienie Mu o wszystkich moich uczuciach i emocjach, oddawanie tego czym żyję i co trudne jest w moim życiu, z czym sobie nie radzę – stawianie Pana na pierwszym miejscu. Ważna jest cisza w życiu, aby słyszeć głos Boga. Te spotkania z Panem przemieniają życie, tak jak spotkanie Mojżesza z Panem Bogiem w obłoku, który ich zakrywał przemieniły Mojżesza, tak że kiedy wyszedł z obłoku, jego twarz promieniała, a cały lud widział zmienione oblicze Mojżesza.

Chciałabym, aby spotkania modlitewne naszej wspólnoty przemieniały nasze – moje życie, tak aby nasza – moja twarz jaśniała od światłości Pana, abym Bogu dawała większą przestrzeń w moim życiu, pozwoliła się tak prowadzić jak Mojżesz.

Bogu niech będą dzięki za prowadzenie, przytulenie i rozwianie wszystkich moich wątpliwości, za wielką troskę i czułość, za to że otwierał moje oczy, uszy i serce, tak abym jak najlepiej mogła skorzystać z treści głoszonych rekolekcji, aby one zmieniały moje życie.

Chwała Panu!

Teresa